powrót do strony głównej

Kronika

Spotkanie w Jastrzębiej Górze.

Gdańsk przywitał nas zimową aurą, padał śnieg i zimny wiatr przenikał do żywego. Nasza podróż już trwała ponad 24 godziny od wyjścia z domu w Durbanie, trochę przemęczeni lecz z radością staneliśmy na Ojczystej ziemi po długiej 20 letniej nieobecności. Podróż z lotniska do Jastrzębiej Góry w ten późny,
popołudniowy Wielki Piątek trwała krótko, pomimo częstych postojów w korkach na obwodnicy i w Gdyni.
Polskie drogi, może w nie najlepszym stanie technicznym, lecz krajobrazowo jakże nam dwojgu bliskie. Ośrodek Żywienia Optymalnego w Jastrzębiej Górze to nowy budynek, usytuowany na skraju sosnowego lasu, pachniał nowością i lasem. Po pożegnaniu Miry syna z przyszłą synową, którzy serdecznie powitali nas w Starym Kraju i wracali do Elbląga, my rozpoczeliśmy nasze zimowo-wiosenne wczasy na diecie optymalnej Dr. Jana Kwaśniewskiego


W świąteczny poniedziałek mamy znowu naszych milusinskich z Elbląga, którzy tym razem zabierają nas na zwiedzenie Trójmiasta. Krótka wizyta do Gdyni, przejazd przez Oliwę i Wrzeszcz, krótka wizyta wokól Politechniki i Akademii Medycznej gdzie oboje z żoną spędziliśmy kilka wspaniałych, z dzisiejszej perspektywy, lat. Odżyły młodzieńcze wspomnienia minionych lat, momenty dobre i te bardziej ciężkie a jakże teraz widziane inaczej. Gdańsk, spacer po Starym Mieście, Motława, Dwór Artusa, Katedra wszystko to tak bliskie naszemu sercu. Wiele razy w zaciszu naszego domu rozmawialiśmy i marzyliśmy aby jeszcze kiedyś móc się przejść po Starówce. Teraz stało się to rzeczywistością.

Wkrótce otrzymałem telefon od Leszka z Warszawy, powiadamiał że przyjedzie do nas z grupą koleżanek i kolegów. Mój telefon do Jurka Góry i tu bez mojego przedstawiania się Renia, jak zwykle przemiła, rozpoznała mnie natychmiast, otrzymali już informację od Lecha. W najbliższą niedzielę Jurek zabiera nas do siebie. Mile i sympatycznie spedzony czas w gronie przyjaciół.Wtorek to dzień pełen wrażeń, oczekujemy gości a raczej wizyty bliskich mnie osobiscie przyjaciół ze studiów, których nie widziałem od czasu pierwszego koleżeńskiego spotkania w 15- lecie ukończenia studiów w Jastrowiu. A było to już ponad 25 lat temu, jak ten czas upływa. Moje oczekiwanie przewyższyło wszytko czego się spodziewałem. Lechu ten stary druh sprawił mi ogromną niespodziankę. Przyjechali: Jadzia Duszyńska, Jurek Pawelski, Mietek Mikucki, Lucek Potrzebowski no i oczywiście Leszek i Jurek Góra Wszystich tak łatwo było rozpoznać. Jadzia ten sam uśmiech no może bardziej kobieca i jeszcze bardziej sympatyczna. No cóż, koledzy gdyby nie te, jak podejrzewam farbowane na siwo włosy to wogóle się nie zmienili. Jaka radość, widzieć ponownie te wszystkie przyjacielskie twarze, które we wspomnieniach w tym moim dalekim kraju tak często widziałem.

Wszyscy stali się tak bliscy mojemu sercu, zawsze powtarzam że przyjaźnie to się nawiązuje w latach młodzieńczych i te są najtrwalsze. O Jadzi nie chcę nic pisać z dwóch powodów, po pierwsze nie chcę mieć wroga w jej mężu a poza tym moje Szczęście też będzie to czytać. Jurek Pawelski jak zwykle poważny i rzeczowy, może bardziej dyrektorskiej postawy. Mietek, zawsze ten sam sympatycny Kowal, który jak pamiętam był najlepszy w grupie z angielskiego i w wielu innych dziedzinach o których już nie wspomnę. Lucek, we wspomnieniach to zawsze kojarzył mi się z rowerem, jak zwykle spokojny, w rozmowie zawsze trafiał w sedno sprawy.

No cóż, Lechu jak zwykle gaduła (mówi że teraz już nie gaduła), którego zawsze lubiłem słuchać, czarodziej wszystkich dziewczyn na Politechnice i nie tylko. Teraz jeszcze bardziej żywotny, którego upartości i niekończącej wytrwałości w dążeniu do upamiętnienia nas wszystkich, któremu wszyscy zawdzięczamy to że ?Rocznik 60" będzie długo pamiętany na łamach naszego wspólnego dzieła.

Jurek Góra. Ostatni raz widzieliśmy się w latach 1980/81 na ziemi libijskiej. Realista, zawsze przyjacielski i chętny do pomocy, ubiegłe lata nie zmieniły jego indywidualności, która skupiała wokół niego szerokie grono kolegów.

U wszystkich widoczne na twarzy doświadczenie życiowe, pewność siebie i podejmowanych decyzji, dostojeństwo które nabywa się latami wytrwałej pracy.

W zaciszu przytulnej restauracji i wspólnym stole odżyły wspomnienia o koleżankach i kolegach, o tych którzy odeszli już z naszego grona i o tych którzy są na zasłużonym odpoczynku jak też tych którzy dalej aktywnie pracują. W przyjacielskiej atmosferze i wspominkach z dawnych studenckich czasów, szybko upływał czas przeplatany od czasu do czasy Jurka Góry studenckimi i tymi nowszymi dowcipami i naszym głośnym aplauzem. On jak zwykle jest duszą każdego towarzystwa. Niezapomniane spotkanie pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Serdecznie Wam dziękuje że daliście mi to co w życiu jest bardzo istotne - przyjaźń.

Pożegnanie to chwila która zawsze przychodzi w momentach najmniej odpowiednich. Czy zobaczymy się jeszcze? Odległość i czas to teraz nasi przeciwnicy. A może propozycja odbycia następnego spotkania Rocznika 60 tutaj na ziemi afrykańskiej stanie się rzeczywistością?

Staszek Popis