powrót do strony głównej

Spotkaliśmy się w Gdańsku.
Wspomnienia absolwentów Politechniki Gdańskiej - Rocznik 1960.

Projekt graficzny i przygotowanie do druku - Vers Print Warszawa. Druk i oprawa - Normex Gdańsk. Warszawa 1999. Książka wydana staraniem i ze środków finansowych autorów. Nakład 400 egzemplarzy. Format B5, stron 342, 74 zdjęcia czarno-białe, papier offsetowy, oprawa twarda, foliowana.

Zebranie i opracowanie tekstów - Lech Rościszewski. Autorzy - 45 absolwentów Wydziału Budownictwa Lądowego PG oraz 4 osoby zaproszone. Książka dedykowana została - "Politechnice Gdańskiej - naszej szkole".

Wspomnienia zamieszczone w książce obejmują lata 1940 do 1999 i są relacją z dzieciństwa, czasu dorastania, okresu studiów oraz prawie 40 lat pracy zawodowej autorów. Zamieszczamy relację z sześciu zjazdów koleżeńskich. W książce są zapamiętane przez nas sylwetki nauczycieli akademickich. Wspominamy też tych co odeszli z naszego grona. Zdjęcia przypominają studia i kolejne spotkania koleżeńskie.

Książkę otrzymali autorzy, nasi nauczyciele oraz rodziny nieżyjących kolegów. Egzemplarze książki znajdują się w Bibliotece Narodowej, Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bibliotece Polskiej w Paryżu oraz Bibliotece Głównej Politechniki Gdańskiej.

Informacja: LR,

Spis treści (fragment)
Zamiast wstępu  .........................................................................................................   7

DOM RODZINNY
Dzieciństwo  ............................................................................................................  11
Obrazy wojny  ...........................................................................................................  25
Przebaczmy sobie, ale nie okłamujmy się  ................................................................................  26
Szkoła  .................................................................................................................  32

POLITECHNIKA
Dlaczego na lądówkę  ....................................................................................................  47
Nowa szkoła, nowy dom  ..................................................................................................  51
Wymyślona partia  .......................................................................................................  54
Dola waleta  ............................................................................................................  59
Od sesji do sesji .......................................................................................................  70
Poker i dziewczyny.......................................................................................................  79
Moje książki, zeszyty i ściągi  .........................................................................................  87
Mało czasu na życie  ....................................................................................................  95
Wycieczka do Bułgarii  ..................................................................................................  98
Prycza w pryczę  ........................................................................................................ 103
Antoś Pilarski .......................................................................................................... 104
Migawki z obozu wojskowego  ............................................................................................. 105
Nasi nauczyciele  ....................................................................................................... 109
Profesor Tadeusz Klocek  ................................................................................................ 114
Profesor Teodor Szamin  ................................................................................................. 116
Jan Siczek  ............................................................................................................. 119
Władysław Bogucki - mój Tata, Profesor i szef ........................................................................... 119
Wykaz przedmiotów i natężenie zajęć w semestrach - tabela  .............................................................. 121
Dobijamy do końca  ...................................................................................................... 123
Absolwenci rocznika 1960  ............................................................................................... 128
Władze Politechniki i Wydziału Budownictwa
Lądowego w czasie naszych studiów  ...................................................................................... 129

Z DYPLOMEM W RĘKU
Z dyplomem w ręku  ...................................................................................................... 133
Po 15 latach  ........................................................................................................... 153
Od mistrza do dyrektora firmy budowlanej  ............................................................................... 159
Zakładałem Stację Antarktyczną  ......................................................................................... 165
Wspomnienie o Zbyszku Prabuckim  ........................................................................................ 170 
Po 20  latach   ......................................................................................................... 173
Jak inżynyrka Berbekova orła na prezydenta PRL desygnowała  ............................................................. 180



Kilka słów o książce "Spotkaliśmy się w Gdańsku"

Zebrał i opracował Lech Rościszewski

"Spotkaliśmy się w Gdańsku" - wspomnienia absolwentów Politechniki Gdańskiej - Rocznik 60, są wspaniałym opracowaniem pokolenia, które po II Wojnie Światowej rozpoczęło edukację w nowej jakże zmienionej rzeczywistości. Trudy dzieciństwa wielu z nas (wolno mi tak powiedzieć, należę do tego pokolenia) zahartowały i usamodzielniły każdego młodego człowieka podejmującego studia w szukaniu swego miejsca w życiu. Grupa młodych zapaleńców spotyka się przez 40 lat, przedstawia hart ducha, energię i wzajemny szacunek. Tych cech nauczyła w znacznym stopniu nasza Politechnika Gdańska. Lata studiów w gronie ludzi z różnych stron kraju, z różnymi doświadczeniami integruje grono profesorskie. Uczy solidności, wytrwałości i wielu cech, które każdy przyjmował we własny sposób i na własny użytek. Nie spotkałam w życiu tak zgranej grupy ludzi, każdy poszedł z dyplomem w ręce swoją drogą, realizuje własne życie zawodowe i rodzinne w inny sposób i jednocześnie znajduje dość energii aby co parę lat spotkać się i wymienić własne przeżycia i doświadczenia. W czasie studiów spotkali solidne, pełne zapału i umiejętności grono nauczycieli akademickich. Wiedza i doświadczenie przekazywane na wykładach i innych zajęciach zaowocowały w życiu każdego absolwenta. Z dumą i radością czytam to opracowanie, z którego wynika, że kształcenie młodego człowieka, nie tylko zależy od wiedzy nauczycieli ale w równym stopniu od ich "charyzmy". Od nich grono młodych ludzi czerpie siłe i energię na całe życie. Będąc absolwentem Politechniki Gdańskiej Wydziału Chemii i nauczycielem akademickim innej uczelni wiem, że nauczyciele z trudem pokonywali codzienność, a mimo wszystko potrafili wykształcić rzeszę dzielnych ludzi, przekazując im ogrom optymizmu, wiedzy, siły, samodzielności i umiejętności życia. Na koniec sparafrazuję tytuł Kronik Średniowiecznych" A. Jelicza - "I czas nie zaćmił i niepamięć".

Maria Labon - Lewicka
Białystok, marzec 2000r.


Koniak - lekarstwo na żołądek.

Zamieszczamy tutaj tekst, który "uciekł", nie wiadomo jak i dlaczego, przy składaniu naszej książki. Autorkę, naszą Kochaną Eulalię - serdecznie przepraszam. Lech

3 lub 4 lata po studiach jadę na koniec świata, czyli do Chełma Lubelskiego na konferencję w sprawie cementu. Lata 60-te, a więc podróż pociągiem trwa popołudnie i noc, z przesiadkami. W podróży zatrułam się kanapką, co dodatkowo "uatrakcyjniło" tą eskapadę. Zajechałam do Chełma załamana na ciele i na duchu. Początek konferencji - rozglądam się, nikogo znajomego. Zawieram nowe znajomości, słucham z uwagą, bo w tamtych latach cement był towarem reglamentowanym, a cóż bez niego w prefabrykacji. Obiad - pierwsze lekarstwo na zbolały żołądek - barszcz czerwony podany w szklance z warstwą tłuszczu o grubości min. 1 cm. Jedyny raz w życiu stosowałam to lekarstwo, ale okazało się skuteczne. Po południu ulokowałam się w mikrobusie, którym po wycieczce, mieliśmy jechać do hotelu. Nagle w oknie mikrobusu pojawia się zjawa, w którą trudno uwierzyć tu, na wschodniej granicy kraju - Jurek Pawelski. Głośne i serdeczne powitanie oraz zaproszenie - jedziesz do nas na nocleg. Ja naturalnie tłumaczę, że bardzo chętnie spotkam się, ale nocleg mam w hotelu, więc nie będę sprawiała kłopotu. Wtedy pada argument , wobec którego moje zastrzeżenia upadły - musisz u nas nocować - przecież wczoraj całe popołudnie szorowałem łazienkę. Natychmiast uznałam, że trud mego kolegi nie może pójść na marne i wysiadłam z mikrobusu. Okazało się, że Pawelscy na liście uczestników konferencji zobaczyli nietuzinkowe imię, które pasowało do nazwiska i miasta, a więc poczynili stosowne przygotowania na moje przyjęcie. Popołudnie spędziliśmy na wspominkach i degustacji kulinarnych wyczynów Hani. Wieczór wspomnień przedłużył się do późnych godzin nocnych (a może wczesnych rannych), przy koniaku - następnym lekarstwie na żołądek. O tym jak było miło niech świadczy fakt, że pamiętam o tym do dzisiaj. (Eulalia)


Garść refleksji po lekturze "Spotkaliśmy się w Gdańsku"

Ileż wspomnień, jakie głębokie przeżycia, jak wiele pamiętamy z tych młodzieńczych, studenckich lat. Lata biegną, obraz dawnych naszych Profesorów, Koleżanek, Kolegów zaciera się w pamięci coraz bardziej. A jednak, gdy czytam książkę o moich trochę młodszych Kolegach, wracam na nowo do tych lat wspaniałych, do tych czasów, które wtedy na pewno trudne, ale i piękne naszą młodością wciąż "im dalej w las" - wracają. Kto nie pamięta profesorów: Puzyny, Hummla, Pawelskiego - że wspomnę tylko kilku.
Wszystkie listy zamieszczone w książce to jakby odbicie nas samych. Warto cofać się pamięcią, ale na pewno też warto przekazać tą pamięć naszym młodszym Kolegom, dziś studiującym, pracującym w innym świecie, może bardziej nerwowym i trudnym, ale z pewnością otwartym dla każdego z wiedzą i inżynierską ambicją. I zwłaszcza dlatego Im przede wszystkim te wspomnienia i klimat tamtych lat warto zostawić.

Tadeusz Duszyński
Absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego PG z roku 1957

Gdańsk, dnia 25 października 2001 roku

Spotkali się w Gdańsku

W związku z nadchodzącymi obchodami Jubileuszowego Roku Akademickiego 2004/2005 w naszej Uczelni, wiążącymi się z jej historią, którą wyznaczają dwie podstawowe daty - rozpoczęcia edukacji technicznej na poziomie akademickim w Królewskiej Szkole Technicznej w Gdańsku (6 października 1904 r.) oraz powołania Politechniki Gdańskiej , jako polskiej państwowej uczelni akademickiej (24 maja 1945 r.), warto też pamiętać o "małych" jubileuszach roczników powojennych, których absolwenci mogą dać wyraz wspomnieniom o swojej Uczelni - osobiście. Do takich wspomnień niewątpliwie należy zaliczyć książkę pt. "Spotkaliśmy się w Gdańsku", poświeconą jubileuszowi 40-lecia ukończenia studiów przez absolwentów Wydziału Budownictwa Lądowego (obecnie Inżynierii Lądowej) PG z rocznika 1960. Znając inicjatora i głównego redaktora tej książki byłam niejako na bieżąco świadkiem jej powstawania oraz zmagań jego i żony ze stroną edytorską i graficzną opracowania. Jednak z całością zapoznałam się dopiero po 17 marca 2000 r., po promocji książki uroczystym posiedzeniu Rady Wydziału Inżynierii Lądowej PG, w której uczestniczyli współautorzy i podczas której trafiła ona, w swej ostatecznej formie, do zaproszonych gości wśród których i ja miałam przyjemność być obecna. Jest to książka niezwykła i to niezwykła z wielu względów... Podzielona na trzy części opatrzone nagłówkami: DOM RODZINNY, POLITECHNIKA oraz Z DYPLOMEM W REKU, stanowi antologie dziejów pokolenia wojennego, które różnymi drogami, z różnym bagażem doświadczeń rodzinnych i własnych, dotarło na Gdańską Politechnikę. Tutaj ich losy spotkały się na okres studiów, które były "wtedy na pewno trudne, ale i piękne - naszą młodością" jak wspomina te lata absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego z 1957 r., Tadeusz Duszyński. Dalsze losy, rozproszone z dyplomem w ręku. po różnych stronach Polski, a niejednokrotnie i świata, znajdują swój opis w ostatniej części książki, w formie konkretnych wspomnień o ludziach i wydarzeniach zebranych w poszczególnych okresach: piętnastu, dwudziestu pięciu, trzydziestu i... czterdziestu lat po studiach. Teraz, z perspektywy ponad dwóch lat od przeczytania po raz pierwszy tej książki nie bardzo wiem, co w niej wzruszyło mnie najbardziej. Wychowana na Inwokacji do Pana Tadeusza., mając w pamięci obraz pod wileńskiego majątku, gdzie oczami dziecka obserwowałam kolejne przemiany dworskiej kaplicy w żołnierski szpital, nie zdawałam sobie sprawy z heroicznej odwagi właścicielki majątku oraz mojej Matki, które w czasach przetaczania się rosyjsko-niemieckiego frontu przez Wileńszczyznę ratowały polskich żołnierzy. Te obrazy i śpiewane na powitanie naszych wojsk pieśni ułańskie ożyły w mojej pamięci pod wpływem tych, którzy "spotkali się w Gdańsku", i dlatego też wspomnienia te są mi najbliższe. W dużej mierze są to wspomnienia ludzi pochodzących z kresów, głównie wschodnich, których Dzieciństwo (taki jest pierwszy podtytuł części DOM RODZINNY) związane było w większości z tułaczką wojenną (motto rozdziału: "skąd pochodzimy, dokąd zaniósł nas los") i niepewnością jutra. Zapisane w sposób anonimowy, są historią wielu z tego pokolenia, niezależnie od miejsca zamieszkania, a których życiorys można uznać za wspólny. Zrozumiałam, dlaczego nie zostały opatrzone nazwiskami. Najbardziej poruszające wspomnienia pochodzą z okresu samej wojny (przebaczmy sobie, ale nie okłamujmy się). Lata szkoły, to lata wyboru własnego lub zasugerowanego przez najbliższych, dalszej drogi życia. Najbardziej utkwił mi w pamięci cytat: Pragnieniem Mamy było, abym był człowiekiem uczciwym i bogatym. Tato dał mi dwie rady, kiedy mając 16 lat odchodziłem z domu: ..Pamiętaj, abyś patrząc w lustro przy goleniu, nie musiał się siebie wstydzić", - "Pamiętaj, lepiej dawać niż brać". POLITECHNIKA, to znów anonimowa i jakże znamienna dla wszystkich rozpoczynających studia sprawa wyboru: - "dlaczego na lądówkę? (dlaczego na architekturę?) oraz "nowa szkoła, nowy dom". Pierwszy raz w życiu byłem we Wrzeszczu. Fronton budynku głównego robił wrażenie - tu przypominają mi się "Dni drzwi otwartych"., kiedy w grudniu 1955 roku przyjechałam zziębnięta, nocnym pociągiem do Gdańska - zafascynowana Uczelnią - do domu wróciłam z mocnym postanowieniem dostania się na studia właśnie tu. Tymczasem okres studiów został opisany z wszystkimi blaskami i odcieniami szarości. Pojawiają się tu konkretne wspomnienia, konkretnych Autorów, a przede wszystkim podrozdział: "Nasi Nauczyciele". Pomimo że studiowałam na Wydziale Architektury, znajduje nazwiska znane mi i bliskie, jak profesora Franciszka Otto, który był legendarną postacią, przede wszystkim na naszym Wydziale. Z pozoru bardzo niedostępny, surowy, pryncypialny, miał małe słabostki, np. upodobanie do błękitnego koloru, jak wspomina Profesora absolwentka Wydziału Architektury M.B. Widuch-Duszyńska. Sama doskonale pamiętam, iż na egzaminy z geometrii wykreślnej chodziłam w granatowej garsonce... Rozdział bogato ilustrowany karykaturami znanych i szanowanych postaci, z charakterystycznymi wypowiedziami, a przede wszystkim wspomnieniami o Nich, takich jakimi widzieli Ich studenci. Z tego to, miedzy innymi, względu, wspomniana książka stanowi bogaty przyczynek do historii naszej Uczelni. Opisane rozdziały, zawarte na 133 stronach, obejmują nieco więcej niż jedną trzecią całości; pozostałe dwie trzecie książki to już dorosłe życie. Z DYPLOMEM W REKU . jest wiec nie tylko bilansem sukcesów i porażek zawodowych, wyrażających się procentami zajmowanych stanowisk w zawodzie oraz poza wyuczoną specjalnością, krotnością zmiany miejsca zatrudnienia, posiadaniem dóbr materialnych, stanem rodzinnym, ale przede wszystkim zafascynowaniem pracą, do której przygotowanie dała nasza Uczelnia. Niezależnie od zaangażowania w pracy zawodowej i w sprawach rodzinnych . znajdowali czas na spotkania w czasie kolejno organizowanych zjazdów. W czerwcu bieżącego roku spotkali się po raz ósmy. I tu swoją wypowiedź na temat tej niecodziennej książki chciałabym zakończyć fragmentem z już cytowanego listu Tadeusza Duszyńskiego, przesłanego na ręce głównego redaktora: Wszystkie listy zamieszczone w książce to jakby odbicie nas samych. Warto cofnąć się pamięcią, ale na pewno też warto przekazać te pamięć naszym młodszym Kolegom, dziś studiującym, pracującym w innym świecie, może bardziej nerwowym i trudnym, ale z pewnością otwartym dla każdego z wiedzą i inżynierską ambicją. I zwłaszcza dlatego Im przede wszystkim te wspomnienia i klimat tamtych lat warto zostawić. Prof. Maria Stawicka-Wałkowska Wydział Architektury

( Spotkaliśmy się w Gdańsku. Wspomnienia absolwentów Politechniki Gdańskiej . Rocznik 1960. Materiały zebrał i opracował Lech Rościszewski. Wydano nakładem autorów w Warszawie, 1999 r., ISBN 83-906848-0-2 Bliższe informacje o książce można znaleźć na stronie internetowej www (wygasła niestety). Nr 9/2002 PISMO PG


nasza książka w witrynie księgarni w holu budynku Głównego PG

Drodzy Koledzy Jurku i Lechu!

Właśnie przyszedłem do siebie po naszym  jubileuszowym spotkaniu z okazji  50-cio lecia ukończenia studiów. Siły i wątroby już nie te, ale nie można było się poddać. Przekazałem zjazdowi Wasze pozdrowienia, za które koleżanki i koledzy dziękują. Sprawozdanie za ten półwieczny okres znajdzie się na stronie internetowej  Stow. Abs. PG. Książkę Waszą przeczytałem  z wielkim zainteresowaniem. A oto moja refleksja na  którą  Lechu  oczekujesz: Książkę otrzymałem w prezencie 10 lat po jej wydaniu. Może właśnie teraz przyszedł odpowiedni czas na wspomnienia. Trudno znaleźć lepszy komentarz jak Wasze "posłowie" w tej książce. Skromnym moim zdaniem potwierdzam, że byliście pokoleniem szczególnym, a i dodam wyjątkowym. Poza tym macie świetną pamięć. Ważne, że każdy dodał po cegiełce. Z tego powstało coś ciekawego. Gratulować trzeba inicjatorom, ale przede wszystkim "generalnemu projektantowi" tej książki. Ma on talent reporterski, a i włożył ogrom pracy. Dowód na to, że inżynier może być polonistą, a polonista nigdy nie będzie inżynierem. Długo byłoby opowiadać gdzie moja droga krzyżowała się z Waszymi drogami. Jak te wspomnienia są mi bliskie. To się czyta nieraz jak własny życiorys. Jakże wzruszające są przeżycia wojenne. Jakże przeżywaliśmy egzaminy wstępne. Była co tu nie mówić, jak zawsze duża konkurencja. Byliśmy wtedy biedni, a musieliśmy być samodzielni. Szukaliśmy swojego miejsca na ziemi. Na każdym kroku dylemat: uczyć się czy pracować, politechnika czy uniwersytet, budownictwo czy okręty, budownictwo ogólne, komunikacja czy mosty, projektowanie, nadzór czy wykonawstwo, pozostać w Gdańsku czy wyjechać na tzw. prowincję i więcej zarobić, zagranicą czy w kraju, zagranicą pozostać czy wracać ,w firmie czy na swoim i w końcu czy już skończyć czy dalej pracować . Każdy wybrał swoją drogę i nikt nie żałuje , tylko może byłoby trzeba inaczej..., a może byłoby lepiej ....itd. Nie mogliśmy tylko decydować o wojsku . Też w nim byłem , stracony czas ,ale pozostały liczne wspomnienia . Jak piszą koledzy w wykonawstwie było to "poganianie siły roboczej" , a przy projektowaniu "brak ruchu i przestrzeni" , natomiast w nadzorze "docisnąć, ale nie za bardzo". Decydowały oczywiście predyspozycje. Wszystkiego sam posmakowałem, po kilku próbach, świadomie wybrałem wykonawstwo na miejscu, z 10-cio letnim eksportem, który już nie był nieraz moim wyborem. Dlatego rozumiem uczucia kolegów, którzy wylądowali bardzo daleko od kraju. Nie było im łatwo. Nie mogę pominąć komentarza do wspomnień o naszym koledze A.P. Od śmiechu nie mogłem się powstrzymać. Kolega A.P. gościł, to najlepsze określenie, też i na naszym roku. Był niezapomnianą osobowością . Chyba dzisiaj dalej studiuje. Ułatwiłoby mi identyfikację kolegów, gdybyście nie przyjęli konwencji wspomnień "bez podpisu". Trafne podsumowanie cech tego pokolenia przez córkę naszego kolegi. Dzięki darczyńcom za tę książkę. Andrzej Mikołajczak -  absolwent  1959,  zatrudniony głównie w gdyńskiej "przemysłówce"

- łączę pozdrowienia Andrzej M.

 

,,Zatrzymane w pamieci''


Tradycja wielu uczelni jest organizowanie po latach spotkan absolwentów danego rocznika, kierunku czy wydzialu. Nie czesto jednak towarzyszy im wydawnictwo, które jest zapisem przezytych lat. Takim wydarzeniem stala sie ksiazka zainspirowana i opracowana przez Lecha Rosciszewskiego ,,Spotkalismy sie w Gdansku. Wspomnienia absolwentów Politechniki Gdanskiej - Rocznik 1960”.
Kolejne spotkanie absolwentów Wydzialu Budownictwa Ladowego zaowocowalo publikacja która stala sie zapisem wspomnien, wrazen i opinii a przede wszystkim tego, co pozostalo w sercach. Wspomnien o studiach, o pracy o poprzednich spotkaniach. Zapisem wspomnien 'mlodosci, sentymentu do macierzystej szkoly czasu przyjazni i kolezenstwa ale takze osobistych perypetii, prywatnych i zawodowych zyciorysów. I nie jest to tylko kolejne wydawnictwo jubileuszowe. Otwieramy ksiazke i ozywaja ludzie, czasy , wydarzenia, ale równiez klimaty i atmosfera dawnej i calkiem niedawnej Politechniki.

Pokolenie dochodzace do 60 - tki dalo zapis ponad pol wieku wlasnego zycia. Laczne losy daja panorame zycia pokolenia. Kolejne czesci ksiazki obejmujace poszczególne etapy zycia jak ,,Dziecinstwo'' ,,Szkola,, itd. to kalejdoskop wspomnien ludzi z róznych regionów Polski, w tym wielu z dawnych kresów, odmiennych srodowisk róznego statusu majatkowego, których polaczyly miejsce i czas studiów. Poprzez jednostkowe losy daja obraz zycia pokolenia, którego czesc zycia siegala II wojny swiatowej, losów wpisanych w „wielka historie'' i przez nia czesto zdeterminowanych. Pokolenia, które uczestniczylo w kataklizmie, przezylo strate najblizszych, przesiedlenia, utrate domów, a potem z mozolem budowalo nowe, powojenne zycie.

Ksiazka pokazuje rózne drogi zyciowe, których punktem stycznym stal sie Gdansk i studia Politechnice oraz tak charakterystyczna dla mlodych ludzi róznorodnosc motywacji wyboru wlasnie tej Uczelni. Oddaje cale bogactwo i fantazje zycia studenckiego, przebiegajacego przeciez w nielatwych pod wzgledem materialnym, czasach. Podgladamy mozliwosci wieku mlodzienczego pozwalajace na godzenie licznych obowiazków zwiazanych z terminowym kontynuowaniem oraz konczeniem studiów i równoczesnym uprawianiem wielu innych „dyscyplin”, zdecydowanie kolidujacych z obowiazkami szkolnymi.

Podziwiamy równiez dojrzalosc i odpowiedzialnosc tych mlodych ludzi w trudnych sytuacjach politycznych, szczególnie podczas wydarzen w pazdzierniku 1956 roku. Na tym tle szczególnego wymiaru nabiera barwna postac Czeska Bortkiewicza – studenta o tragicznym lagrowym rodowodzie.
Cieple wspomnienia przywracaja zycie nauczycielom. Odzywaja sylwetki prof. Romana Kazmierczaka, prof. Franciszka Otto, prof. Bronislawa Bukowskiego - wielkiego autorytetu, absolwenta przedwojennej politechniki, czy 'pózniejszego Rektora PG - prof. Boguckiego. Wzbogacone o karykatury nie zapomnianych postaci prof. St. Blaszkowiaka, prof. T. Klocka, doc. R. Wielocha i wielu innych pozwalaja zachowac ich we wdziecznej pamieci.

Ukonczenie studiów to moment rozejscia sie dróg, podejmowania pierwszych kroków w pracy zawodowej. Prezentacja dalszych losów zawodowych przebiegajacych nie tylko w kraju, ale równiez zagranica, uswiadamiania jak wielkim potencjalem zawodowym okazal sie w praktyce rocznik 60 – ty.

Potrzeba spotykania sie podczas kolejnych organizowanych zjazdów swiadcza o tym, ze oprócz zachowanych wiezi studenckich istnieje równiez wzajemna potrzeba obcowania ze soba ciekawosc losów kolegów, sledzenia ich zmagan z zyciem, ale równiez próba podsumowania wlasnych doswiadczen i przezyc. Spotkania po czasie sa nie tylko okazja do wspomnien, ale równiez uswiadomienia sobie jak zmienily sie czasy, okolicznosci, sytuacja w tym takze rodzinna, spoleczna czy polityczna.

Nalezy zyczyc sobie, aby po innych spotkaniach absolwentów pozostawal tak ciekawy i bogaty zapis czasu minionego, okresu studiów - czesto wbrew okolicznosciom najpiekniejszego momentu mlodosci.

PRACOWNIA HISTORII POLITECHNIKI GDANSKIEJ Barbara Zabczyk-Chmielewska
Gdansk, marzec 2000 roku Kustosz