powrót do strony głównej

  WSPOMNIENIE - JÓZEF FILIŃSKI
(zm. 29.11.2004)

Z Józkiem spotkaliśmy się w czasie studiów. Ja, mieszkając w mieście, bywałem częstym gościem w "KC", jak był nazywany pokój, w którym mieszkał razem ze Staszkiem Belchnerowskim i Władkiem Urbaniakiem. Cele tych wizyt bywały różne - między innymi nauka. Razem z Józkiem robiliśmy dyplom, którego tematem był projekt mostu żelbetowego płytowego z badaniami modelowymi.
Jego pracowitość wspaniale uzupełniała moje lenistwo - gdy przychodziłem do katedry około 10-tej, w ciągu poprzednich paru godzin większość obciążeń modelu przewidzianych na ten dzień była już zrobiona.

Po studiach Józek wrócił do rodzinnego Ełku. Miał jasno wytyczoną drogę zawodową - 3 lata pracy na "państwowym", aby zrobić uprawnienia, a potem przejście do prywatnej inicjatywy. Po paru "prywatnych" latach w Ełku, przeniósł się z rodziną do Gdańska.

W 1975 roku syn Paweł zmarł śmiercią tragiczną. Być może fakt ten spowodował, że Józek trochę zwolnił ciąg do przodu i pierwszy raz po studiach postanowił wyjechać z żoną i córką na urlop. Spędziłem z nimi dwa tygodnie nad morzem w Rumunii.
Później straciliśmy się z oczu i spotkania nasze bywały sporadyczne.

Józek dalej miał swoją firmę budowlaną. Marian Katkowski, który trochę z nim zawodowo współpracował stwierdza, że był on ceniony jako solidny i terminowy wykonawca robót budowlanych, na którym zawsze można było polegać.
Jesienią 2004 roku Józek zadzwonił do mnie chcąc się spotkać. Ja akurat wyjeżdżałem gdzieś za granicę. Obiecałem telefon po powrocie, ale jakoś nie zdążyłem. I już nie zadzwonię...

(Witek)