powrót do strony głównej

    WSPOMNIENIE O ZENOBII SZYDŁOWSKIEJ
(zm. 26 września 2007r.)

Kiedy zostałam poproszona o napisanie krótkiego wspomnienia o mojej Mamie - Zenobii Szydłowskiej-Truskowskiej, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. "Napisz o dokonaniach Mamy" - usłyszałam. Ponieważ miałam tylko ogólne pojęcie o Jej pracy, najpierw zabrałam się do poszukiwań różnych, związanych z nią dokumentów. Nie znalazłam wiele - Mama od dawna była najpierw na rencie a potem na emeryturze. Później poprosiłam o pomoc wieloletnią przyjaciółkę Mamy. Uzyskanymi od Niej informacjami uzupełniłam to, co sama zapamiętałam z różnych opowiadań Mamy. Powstałemu w ten sposób obrazowi "dokonań" brakowało jednak czegoś bardzo ważnego. Był zbyt płaski, zbyt płytki. Bo żeby naprawdę zrozumieć jakim Mama była człowiekiem trzeba sięgnąć nieco głębiej w przeszłość i znacznie dalej niż tylko w Jej życie zawodowe.

Więc od początku... ...Moja Mama urodziła się 24 kwietnia 1937 r w Osiecznie - miejscowości niewielkiej ale urokliwej i pięknie położonej wśród lasów Kociewia. Wraz ze swymi Rodzicami i dwojgiem braci mieszkali w małym, parterowym domku, sąsiadującym "przez płot" z domem moich Pradziadków. We wsi nie brakowało też tzw. "dalszej" Rodziny a i pozostali mieszkańcy, choć zapewne - jak to zwykle bywa - prezentowali zróżnicowany zestaw osobowości, jako Pomorzacy na ogół nie pozbawieni byli tak ważnych w udanym sąsiedztwie cech jak solidność, pracowitość i uczciwość. W tak miłej scenerii dzieciństwo mojej Mamy powinno być "sielskie i anielskie", niestety - wkrótce wybuchła wojna. Dziadek - oficer Policji otrzymał rozkaz udania się pod wschodnią granicę. Rozkaz wykonał i ... nigdy już do rodziny nie wrócił. Jak się później okazało zginął z rąk naszych wschodnich "przyjaciół" i wraz z innymi ofiarami został pochowany w jednej ze zbiorowych mogił w Miednoje. Kolejni okupanci zgodnie upodobali sobie domek Babci i zajęli go na swoją kwaterę. Niemcy pozwolili jego prawowitym mieszkańcom pozostać w jednym z pomieszczeń. Rosjanie - choć "stacjonowali" dużo krócej, nie byli jednak tak "uprzejmi". To wojenna tułaczka "o chłodzie" była źródłem późniejszej choroby Mamy.

Kiedy wojna się skończyła Mama miała 8 lat i wkrótce poszła do szkoły. Z różnych opowieści dotyczących tego okresu jasno wynikało, że Mama doceniała wartość nauki a nawet (choć do szkoły było parę kilometrów a i domowych obowiązków nie brakowało) lubiła się uczyć. Pewnie dlatego zdecydowała się wyjechać do szkoły średniej do Tczewa a potem na studia do Gdańska. Ten studencki okres w życiu Mamy znacie Państwo pewnie dużo lepiej niż ja... Po ukończeniu studiów Mama zdecydowała się przyjąć pracę w Koszalinie. Swą zawodową karierę rozpoczęła od DBORu (Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych). Zajmowała się tam przygotowywaniem dokumentacji inwestycji budowlanych, sprawdzaniem ich zgodności z obowiązującymi normami i wydawaniem pozwoleń na budowę. Dla mnie najważniejsze jednak było, że poznała tam swojego przyszłego męża a mojego Tatę -Waldemara Truskowskiego. W 1965 lub 66 roku Mama przeszła do Wojewódzkiego Zrzeszenia Gospodarki Komunalnej, gdzie została kierownikiem działu Inwestycji Komunalnych. Do inwestycji tych należały m.in ujęcia wody, czy budowa dróg w Koszalinie. Dział, którym kierowała Mama zajmował się nimi na różnych etapach wdrażania - od sprawdzenia planów, przez uzgodnienie ich realizacji z Wojewódzką Radą Narodową, nadzór nad wykonaniem tych planów inwestycyjnych, które uzyskały akceptację Ministerstwa, aż do sporządzenia sprawozdania z ich wykonania. Mama pracowała z zaangażowaniem, wyznawała zasadę : „cokolwiek robisz, rób dobrze".

Pamiętam jak opowiadała, że razem z koleżankami z działu nieraz zostawały „po godzinach", bo pracy było dużo a czasu na jej wykonanie często zbyt mało. Trudno powiedzieć, w realizacji których konkretnie inwestycji w Koszalinie miała
udział, miło jednak pomyśleć, że przyczyniła się do wzrostu i funkcjonowania naszego miasta Jak już wspomniałam kariera "zawodowa mojej Mamy trwała raczej krótko (około 9 lat). Nabyty podczas wojennych lat reumatyzm doprowadził u Niej do rozwoju choroby serca, która ostatecznie uniemożliwiła Jej dalszą pracę zawodową.

Dla mnie jednak „dokonania" mojej Mamy wcale się nie skończyły. Wręcz przeciwnie - dzięki temu, że przeszła na rentę mogła więcej czasu poświęcić życiu rodzinnemu. Zawsze miała dla mnie czas. Wpoiła mi wartości, którymi do dzisiaj się kieruję, w tym wiarę w Boga i szacunek dla drugiego człowieka (uważała, że szacunek taki, a nie bogactwo czy wysoka pozycja społeczna jest miarą wartości człowieka). Była ciekawa świata i otwarta na ludzi. Sama dużo czytała i mnie nauczyła kochać książki. Nie pozwalała zwodzić się pozorom lecz zawsze starała się dotrzeć do istoty danej sprawy czy zjawiska. Była wspaniałą Mamą i dobrym człowiekiem. Zmarła 26 września 2007 roku. Będzie mi jej bardzo brakować.

Ewa Truskowska – córka Zenobii