powrót do strony głównej

    WSPOMNIENIE - TERENIA ZUBKA

Odeszla od nas 9 grudnia 2012 roku, po dlugiej, prawie dwudziestoletniej, walce z choroba.
Pierwsze spotkania moje z nia to wizyty, a nawet pomieszkiwania, po kilka dni w DS. 15, u kolezanek z Komunikacji w pokoju 422. Mieszkaly w piatke: Irena, Gienia Lidka, Zdzicha i Tereska. Piec lózek, w tym dwa pietrowe, duzy stól, szafa olbrzymia – odsunieta troche od sciany pokoju, bo na jej tylnej scianie wisialy wedzone boczki Zdzichy Borzuchowskiej. Jej ojciec, kolejarz, sluzbowe podróze na trasie z Mlawy do Gdanska wykorzystywal równiez na dostawe zywnosci córce do akademika. Jak juz nie bylo w pokoju nic do jedzenia, bralo sie nóz, wchodzilo za szafe i odcinalo kawalek boczku. Nie slyszalam zeby Zdzisia protestowala. Na wszelki wypadek robilysmy to pod jej nieobecnosc.

Tereska zawsze po otrzymaniu stypendium wybierala sie na wieksze zakupy odziezowe, które po powrocie do pokoju chowala pod poduszke, w lózku na pietrze.

Dopiero po latach, w czasie naszej wspólnej pracy na lotnisku w Swidwinie, gdzie mieszkalysmy we wspólnym wynajetym pokoju, w wieczornej porze szczerosci Tereska zapytala: czy wiesz dlaczego ja wszystko chowalam w akademiku pod poduszke? I nie czekajac na odpowiedz kontynuowala: bo wiesz ja myslalam, ze mi to ktos pohwie (porwie), bo u mnie w domu jak matka kupila któremus z nas cos z ubioru czy obuwia to ten kto rano wstal pierwszy „porywal” to, ubieral i uciekal do szkoly.

Biedne wiec bylo Tereski dziecinstwo w Sepólnie i cos z niego, w jej charakterze, pozostalo. Matka Balbina, Tereski macocha wychowywala swoja dwójke dzieci i trójke dzieci meza z jego dwu poprzednich malzenstw. Najstarsza przyrodnia siostra Tereski byla dziewiec lat starsza od niej. Po smierci jej matki ojciec ozenil sie powtórnie. Urodzily sie dwie córki: Marta i Teresa. Chyba 1940 roku matka Tereski zmarla na tyfus. Czteroletnia Marta i kilkunastomiesieczna Tereska zaopiekowala sie sasiadka, z która ojciec Tereski, po jakims czasie sie ozenil. Urodzily sie nastepne dzieci: Agnieszka i Jan. W chwili gdy Hitler uznal, ze i ci niepewni obywatele Rzeszy, którym odgórnie przypisal któras tam grupe narodowosciowa, nadaja sie na mieso armatnie, w ostatnich chwilach wojny powolano ojca piatki malych dzieci do wojska niemieckiego. Koniec wojny zastal ojca Tereski w Bydgoszczy, gdzie pilnowal transportu wojskowego. Tam go po raz ostatni widzial sasiad, tez zolnierz tego zaciagu, który uciekajac, namawial go tez do ucieczki – kule zolnierzy Armii Czerwonej gwizdaly im juz nad glowami. Sasiad uciekl i wrócil do domu, „Zubek” nie. Matka zostala sama z piatka malych dzieci. Byla dobra matka calej piatki. Traktowala je wszystkie jednakowo. Biede dzielila równo. O losie ojca dzieci dowiedzialy sie malo i przypadkowo. W latach, chyba juz osiemdziesiatych, ktos zapukal do drzwi ich domu rodzinnego. W domu byly tylko dzieci Agnieszki, siostry Tereski. Pani, która pukala szukala Balbiny Zubki. Dzieci powiedzialy, ze babcia nie zyje a rodzice sa w pracy. To trudno rzekla. Przekazuje co obiecalam waszemu dziadkowi. Pochodze z Sepólna, w czasie wojny bylam pielegniarka w szpitalu wojskowym. Rosjanie wywiezli mnie do obozu az za Ural. Przechodzac kiedys przez plac w obozie zobaczylam lezacego pod plotem, spuchnietego z glodu, czlowieka. On mnie poznal. To byl wasz dziadek. Prosil, ze jesli kiedys wróce do domu, abym przekazala waszej babci jak umarl. Ja mieszkam teraz w Niemczech. W Polsce jestem teraz na wycieczce. Jade dalej, przez Chojnice, do Gdanska. Siostra Tereski, po powrocie z pracy „przeczesala” cale Sepólno, ale po wycieczce nie bylo juz sladu. Tyle o dziecinstwie.

W akademiku niektóre kolezanki uwazaly Tereske za „sobka”. Teraz wiem, ze majac tylko stypendium nie bardzo miala sie czym dzielic. Zreszta nawet chyba nie wiedziala, ze mozna sie podzielic. Na poczatku tez, kolezanki z pokoju kryly sie przed Tereska ze swoimi sympatiami. Ile razy któras umówila sie z chlopakiem, wiadomo bylo, ze Tereska go jej odbije. Tak sie sprawdzala.

Tereska jako jedyna z dziewczat skonczyla kolejnictwo, ale cale zycie zawodowe przepracowala w drogownictwie. I to w jednym przedsiebiorstwie. Od pierwszego dnia stazu az po emeryture – w Gdanskim Przedsiebiorstwie Robót Drogowych. Nazwa firmy czasem sie zmieniala; Tereska nie. Zaczynala od lotnisk: Orneta, Swidwin, Malbork – to byla straszna harówka. Od godz. 5 00 do 2100 cale pelne dwie zmiany kazdego dnia. Pózniej Kierownictwa w Elblagu i Toruniu. Budowa dróg w Tmimi w Libii. Po powrocie do kraju m. in. znów lotniska w Swidwinie i Miroslawcu i znów drogi. Na koncu Dyrekcja w Matarni.

Chcialam z CV Tereski odtworzyc cale jej zycie zawodowe, ale mimo usilnych staran nie dostalam jej dokumentów od rodziny.
A bylo tego sporo!
Tereska byla systematyczna i dokladna w pracy i w zyciu. Pracownicy fizyczni, jej podlegli, bardzo ja lubili. Duzo pomagala rodzinie. Szczególnie tej mlodszej generacji. Nawet swoje odejscie zaplanowala z wielka dokladnoscia. Zostawila polecenia odnosnie pogrzebu i pochówku. Kazala sie pochowac w grobie macochy Balbiny – teraz juz maja wspólny grobowiec, o który zatroszczyla sie rodzina.

Obrazki z zycia Tereski:

a) w akademiku:

1. Duzy stól w pokoju 422, obok rozsierdzona Tereska. Tlucze piescia w ten stól i prawie krzyczy: „choleha, bhacie calkiem nohmalnie mówie to eh (r) a oni mnie przedrzezniaja. Tereska tak charakterystcznie „r” wymawiala, ze poczatkowo wszystkie wolalysmy na nia Teheska.

2. Chyba od trzeciego roku studiów rozdzielono sklad osobowy pokoju 422 i obnizono pietro zamieszkania. W dwuosobowym pokoju
zamieszkaly Tereska z Gienia. Po jakiejs sprzeczce doszly do wniosku ze nie beda z soba rozmawiac. W tym czasie gdy je odwiedzalam, a byly obie w pokoju, stale slyszalam polecenia „powiedz Zubce…” i od tej drugiej „powiedz Jankowskiej…”. Trwalo to chyba caly rok. Nie gniewaly sie, ale zadna nie chciala pierwsza przerwac milczenia.

3. Kiedys przed egzaminem z kolejnictwa u prof. Rubczaka Tereska „dorwala” notatki kogos, kto juz zdal, ale uczac sie do egzaminu bardzo sie nudzil i w notatkach z wykladów przerabial nazwy urzadzen kolejowych dodajac im przedrostki, przyrostki itp. otrzymywal slowa malo przyzwoite lub dwuznaczne. Miedzy innymi górka rozrzadowa otrzymala nazwe córki nierzadowej. Tereska sie uczyla (czytajac glosno), kolezanki bawily – przy okazji poprawiajac nazwy, aby Tereska nie podpadla na egzaminie.

b/ w pracy:

1. Tereska zawsze pila bardzo duzo wody. W lodówkach na budowach trzymala mnóstwo sloików z przegotowana woda (jej rodzona mama, podobno, tyfusu sie nabawila pijac wode prosto z pompy usytuowanej w poblizu starego cmentarza). Tereska jako najwieksza atrakcje Sepólna pokazywala mi pompe w centrum miasta, z której zawsze popijala wode idac do szkoly i wracajac.
W 1964 roku przebudowywalysmy lotnisko w Malborku. W sklepach ukazaly sie tez syfony na naboje. Mozna juz bylo kupic je prywatnie, nie tylko na firme. Tereska od razu kupila i nie musiala juz korzystac ze sloików. Kiedys, w luzniejszej atmosferze, podczas nieobecnosci Tereski w biurze, koledzy zapakowali jej pusty syfon w duzy karton, opakowali gazetami i wyslali poczta, Teresce, na adres firmy. Kasjerka, w drodze z banku, odbierajac równiez poczte, przywiozla Teresce awizo na odbiór paczki. Na prosbe Tereski, nasz Kierownik bez protestu (pakowal paczke razem z innymi) dal jej sluzbowy pojazd i Tereska ubrawszy futro i kapelusz, pojechala, na odlegla o 18 km od nas, poczte. Z duma niosla ogromna pake, ale rozpakowala ja u siebie w pokoju. I zart sie nie udal. Od tej chwili Tereska twierdzila, ze ma dwa syfony wlasne: jeden kupilam, drugi dostalam poczta. Przy ostatecznym rozliczeniu budowy, koledzy musieli zaplacic w magazynie za jeden brakujacy sluzbowy syfon.

2. W któryms kujawskim miasteczku Tereska przebudowywala glówna, dwukierunkowa ulice przelotowa. Po przejeciu placu budowy, sluzby miejskie dla ulatwienia prac budowlanych, wieczorem tego dnia, w ulicy zmienily ruch na jednokierunkowy, stawiajac na jej wlocie i wylocie odpowiednie oznakowania. Nastepnego dnia rano Tereska, nie wiedzac o tym, wjechala z bocznej uliczki, w te ulice pod prad. Kierowcy jadacy prawidlowo z przeciwka, swiatlami i klaksonami dawali jej do zrozumienia, ze jedzie nieprawidlowo. Tereska jedzie dalej, mija kolejne skrzyzowanie az do momentu gdy zauwaza stojacego na chodniku milicjanta. Podjezdza do niego i nie dopuszczajac go do glosu pyta: „panie wladzo co ja takiego zbhoilam, ze kiehowcy mi mhugaja i thabia i zwhacaja mi uwage”. Ubawiony milicjant poinformowal tylko w czym rzecz i pozegnal bez upomnienia i mandatu. Taka byla sila jej charakterystycznego „r”.

3. W momencie wykrycia choroby Tereska byla Dyrektorem Grupy Robót w Matarni. Gdy juz bylo wiadomo z czym trafila do szpitala „naczalstwo” bezzwlocznie zamianowalo na jej miejsce kogos innego. Nie p.o., tylko na stale. Po operacji i leczeniu Tereska stawila sie do pracy. Szefostwo orzeklo: „dyrektorskiego stanowiska dla pani juz nie mamy – jest obsadzone, a na zastepce zaden z dyrektorów pani nie chce. Wystarczajaca ilosc lat pracy pani ma, wiek tez – widzimy wyjscie: emerytura. Tereska byla przybita: tyle lat sumiennej pracy w jednej firmie, urlopy dzielone po kilka dni i nigdy w lecie, niewygody pracy w warunkach polowych i szkodliwych dla zdrowia itp. i taka zaplata. Czy warto bylo? Siedziala w domu, przezywala porazke i upokorzenie, skarzyla sie niektórym. Po pieciu latach doczekala sie nawrotu choroby. A pózniej to juz tylko cykliczne okresy zdrowienia i nawroty choroby. I tak do konca.

Kiedys krazyl po firmach taki wierszyk, który zaczynal sie: Za piec trzecia bierz kapote…
Pózniejsza tresc mówila, w niecenzuralnym jezyku o lekcewazeniu pracy i obowiazków a zakonczenie brzmialo: tak dozyjesz starczej renty nigdy w dupe nie kopniety.
Z tymi pracowitymi, jak widac, bywa odwrotnie.

Eulalia
Gdansk, Marzec 2014 r.